Chaos w głowie Hitlera

Adolf szedł dudniącym krokiem przez korytarz, klął w duchu że jego podwładni są tak bardzo niekompetentni. Zatrzymał się na rogu i spojrzał na pusty hol.

„Gdzie do cholery oni są ?” zaklął w duchu „nawet sprzątaczki tu niema !”

Albo się boją, albo do cholery coś knują przeciwko swojemu wodzowi.

Prześlizgnął dłonią po kancie balustrady schodów i wyskoczył uruchamiając palcem u nogi buty mechaniczno- latające skonstruowane przez ZSRR. Spadł z łoskotem lecz na obu stopach na sam dół gdzie było podobnie jak na górze lecz tu były drzwi na dwór. Skierował się w stronę porannego słońca przepływającego przez otwarte drzwi. Wyszedł, odetchnął pełną piersią przymykając powieki i gdy je otworzył zobaczył mutanta na 6 metrów poskładanego z ciał ludzi mających na oko po metr osiemdziesiąt. Stwór kiwając się na boki ryknął. Adolfowi zęby wgryzły się w dziąsła aż stróżki krwi poleciały z kącików ust a oczy wybałuszyły do granic możliwości. Wąsy się nastroszyły a po głowie popłynęła stróżka potu. On nieustraszony wódz nie boi się niczego ! Przeżył walkę ze Zmodernizowanym czwartym cyborgiem Stalinem więc tego potwora też pokona ! Potwór zbliżał się coraz bardziej rycząc potwornie. „Jam Hitler ! Nieustraśion Hitla – man !!” – ryknął wypinając pierś w którą po chwili dostał od mutanta. Małego człowieczka zwiało na 10 metrów i uderzył w mur przy kamienicy, spadł obok kontenera na śmieci i gdy by był tu jakiś przechodzień to uznałby że umarł lub stracił przytomność lecz wódz po woli otworzył oczy. Policzył połamane kości i wstąpił w tryb ducha.


Spopielone skrzydła i Horda

Mahrog – wódz orków oparł się o duże drzewo rosnące na końcu wioski. Krwawił z rany na piersi. Jego adrenalina powoli opadała. Wzrok przyzwyczajał się do cienia pod drzewem. Walka za nim wciąż trwała. Nie powinien opuszczać swoich braci i uciekać jak tchórz lecz nie było wyjścia, doszedł tu aby ..

Nagle ziemią zadudniło. Odwrócił się i zobaczył wielką stopę Trolla Kaffiundusa. Troll był przeciwnikiem, musiał dojść aż tu za nim aby wdać się w honorową walkę, a Mahrog myślał że udało mu się wyjść w ferworze bitwy niezauważanym.

-Czyżbyś nie miał w sobie ducha walki i uciekał z pola jak tchórz ?! – zadudnił głos przeciwnika który nachylił się i z pogardą splunął na trawę.

Mahrog wyszczerzył zęby. Jego żyły pompowały krew z niesamowitą prędkością. Chwycił miecz zwany Rohakiem leżący obok niego i podniósł wzrok na połowę większego od niego przeciwnika.

-Śmierć na ciebie czeka Kaffiundusie ! – krzyknął jedynie i zamachnął się w okolicę uda trolla. Rozległ się dźwięk metalu gdy metal Roahaka zderzył się wielkim zakrzywionym tasakiem dzierżonym przez przeciwnika. Troll uśmiechnął się a ork natarł jeszcze raz, lecz bezskutecznie.

Jeśli ktoś patrzyłby z góry widziałby wielką smolistą wydeptaną ziemię w wiosce w której kłębiły, odskakiwały i nacierały na siebie trolle i orki, lecz jeśli przesunął by wzrok dalej spoglądając kolejno na płonące namioty, na ścieżkę i poprzewracane totemy aż do wielkiego dębu ujrzałby jak pod nim z zażartym gniewem walczyli dwaj najznamienitsi wojownicy obu stron.

Inicjatywę przejął Troll waląc tasakiem jak popadnie, raz nawet wbijając go w korę drzewa. Ork chciał wykorzystać ten moment i rzucił się z rykiem na przeciwnika lecz ten zasłonił się metalowym naramiennikiem. Pod uderzeniem Rohaka metal pękł na dwie części odsłaniając skórę Kaffiundusa. Niespodziewanie troll zamachnął się tuż przy trawie jak by chciał odciąć stopy orkowi a ten widząc to podskoczył i nadepnął na tasak. To był ten moment – miecz uniesiony wysoko przez Mahroga poszybował celnie w dół i wbił się pod kątem w pierś przeciwnika. Ten zawył z bólu, lecz ork wbił go jeszcze głębiej. Gdy ciało Trolla z łomotem spadło na ziemię wódz otarł pot z czoła. Jego rana na piersi wylewała coraz to nowe strumienie krwi. Nie wiedział czy przeżyje ten dzień ale nie miał czasu do stracenia. Klęknął po dębem gdzie stał niski pomnik bogini wojny. Mahrog wyciągnął z sakiewki przy pasie dwa skrzydła Tramaha – dzikiego ptaka i wyrecytował zaklęcie dotykając dłonią pomnika. Nagle zawirowało i zawiał silny wiatr.

– Pomóż mi, jeszcze ten jeden raz – szepnął ork.

Po chwili wiatr przybrał na sile i zawiał do wioski. Wódz odwrócił się i zobaczył jak ciała trolli wylatują w powietrze pod wpływem podmuchów a zdziwionym orkom nie się dzieje.

– Za hordę – rzekł do siebie Mahrog

Koniec


Włodek i Amy cz.1

Category : Włodek i Amy

cz.1

Włodek i Amy zeszli z kontenera i pobiegli do samochodu.

– Witaj mała, jak się zwiesz ? – spytał mężczyzna z wąsami, drugi trzymający pączka w ręce patrzył się na okna domu.
-Ama.. Amanda – wyjąkała dziewczynka.
– Poczekamy aż rozwalą wszystkich i spadamy do Oinla – rzekł tym razem do Włodka.
Strzały stawały się coraz częstsze i głośniejsze. Ktoś krzyknął ze środka:
– teraz salon ! Ty Grant idź na górę !
Nawet dało się słyszeć dźwięk pękających naczyń w kuchni i salonie.
Przez chwilę trwało to strzelanie, aż jednym oknie na dole pojawiło się zielone światło.
Coś jest nie tak ..- tym razem odezwał się facet z pączkiem.
Drugi wyjrzał zza szyby samochodu. Tak samo zrobił Włodek na tylnym siedzeniu. Przez dobre kilkanaście sekund trwała cisza. Kropla potu skapnęła na kurtkę faceta z pączkiem.
Zza rogu budynku wybiegł facet z pistoletem. Gnał jak opętany.
-Spierdalamy, już ! – krzyknął – odpalaj silnik Rof ! już !
Facet za kierownicą nazwany Rofem otworzył usta jakby chciał o coś zapytać, a facet z pistoletem już ładował się n tylne siedzenie gdzie byli Włodek i Amanda.
-Oni nie żyją Rof -. .wysapał tamten.. -jedź !
Nagle z okna z którego wyskoczyli przed minutą ojciec i córka wyjrzał zombie, miał dziwne całe żółte gałki oczne, wydawał się zastanawiać jakby chciał zeskoczyć na kontener niżej. Mężczyzna na tylnym siedzeniu jęczał
-nie ,,nie ,,,nieee..
Rof przekręcił kluczyk w stacyjce, silnik nie odpalał.

To widzieli wszyscy, cała piątka. Zombie podniósł rękę do góry i wymamrotał coś co tylko on słyszał. Z dłoni wyleciała zielona stróżka promieni. Oczy zombie pojaśniały i ułożyły się w okropnym grymasie. Walnęło w przednia klapę samochodu.
Zielona stróżka promieni wypalała powoli blachę.Nieumarły nadal coś mamrotał, w jego dłoni znowu pojaśniało. Strumień poleciał w dach samochodu, aż zatrzęsło w środku.
– Jeeeeedź !!!!!! – ryknął facet z pistoletem.
– Silnik odpalił, Rof chwycił skrzynię biegów i pojechali szybko do tyłu.
Zombie jakby zamyślony wycofał strumień zielonej energii z dłoni i wyskoczył przez okna na kontener, wylądował na kucaka, tak ja żaden zombie nie powinien. Odwrócił się w ich stronę, żółte gałki oczne wyglądały strasznie. Wyprostował się i zaczął biec w ich stronę.
Amanda zapiszczała.
-Strzelaj Grant !- krzyknął Rof ale w sumie nie musiał bo Grant już wystawiał pistolet za szybę. Amanda zakryła uszy gdy nastąpił huk wystrzałów. Żaden pocisk nie trafił. Kierowca, wykręcił sprawnie koło wiaty z drewnem i wjechał na drogę. Ruszyli, a biegnący zombie został w tyle. Włodek widział jak się zatrzymuje patrząc na oddalający się samochód.
-Cholera .. – wymamrotał – ..co to do cholery było …


Tomasz cz.1

Category : Tomasz

Adam wyszedł na dwór aby sprawdzić jak jego syn Tomasz bawi się z dziećmi. Tomasz miał 5 lat i był nieco skrytym dzieckiem. Ze tego co udało się ustalić dotychczas rodzicom, ich syn nie lubił towarzystwa innych dzieci. Teraz Adam schodził na parter bloku gdzie były skrzynki na listy do wszystkich mieszkań. Zatrzymał się bo usłyszał strzęp rozmowy:
– Ale Tomek nie umie robić zamku-kręgla ! – to był głos jakiejś dziewczynki.
-To go nauczę – tym razem buntowniczy głos chłopca.
-Nie, to nasza tajemna budowla, nie wolno nam pokazywać jak ją się robi.

Adam powoli podszedł do drzwi bloku i wychylił się na zewnątrz. Ujrzał plac zabaw pośród trzech dużych bloków, na środku była piaskownica, w niej…

Nagle oślepiło go bardzo ostre światło, usłyszał bardzo blisko swoich uszu dzwoniące dzwoneczki. Zaskoczony chciał się ruszyć i gdy to zrobił jego noga nastąpiła na trawę. Niebo nad nim było o wiele bardziej błękitne niż poprzednio. Jego oczom ukazał się gaj ze szmaragdowymi drzewami iglastymi.
– Co do ..? Gdzie ja jestem ? – spytał siebie zaskoczony.
Zaczął dochodzić do niego powoli dźwięk blisko uszu.
-Adamie, Adaaamie, czy nie chcesz spotkać swojego prawdziwego syna ? – szeptał mu jakiś głos.
Nie polubił tego głosu, ukrywało się w nim szyderstwo….Nagle przed jego głową ukazał się właściciel owego głosu – latający kot z sześcioma łapami.
Tomasz, siedział niezadowolony w piaskownicy miedzy Agatką a Romkiem. Dwójka się kłóciła o zdradzenie planów budowy zamku-kręgla. Tomasza to w ogóle nie interesowało. Chciał krzyknąć, odepchnąć tą dwójkę i iść w jakieś ciekawsze miejsce. Rozejrzał się patrząc na okoliczne bloki, spojrzał na swój, na okno na trzecim piętrze gdzie była kuchnia, gdzie pewnie jego mama gotowała obiad..nagle spod bloku zauważył rozbłyskające białe światło, było bardzo ostre i trwało krótko. Kłócące się dzieciaki nic nie zauważyły. Chwycił plastikową łopatkę i wstał. Teraz Romek spojrzał na niego
– Chcesz już iść Tomek?, jeszcze nic nie zbudowałeś..
– Chodźcie za mną ..i uzbrójcie się – rzekł ten nieoczekiwanie.
Dzieciaki spojrzały po sobie, ale po chwili każde z nich chwyciło plastikową zabawkę, Agatka wiaderko, które założyła na głowę, a Romek długą grabkę. Ruszyli. Gdy znaleźli się w połowie drogi do klatki bloku, zadzwoniły przyjemne dla ucha dzwoneczki, pojawiła się wokół nich mgłą, i w swoich głowach usłyszeli głos mówiący szeptem „ Kto do doliny sosen wejdzie ten za trzy kręgle lizaka zdobędzie”. Przenieśli się do doliny szmaragdowych drzew iglastych …


Włodek i Amy

Category : Włodek i Amy

cz. 0

Włodek podszedł do kocyka na parapecie, był zimny. Za oknem szalał wiatr, drzewa przechylały się niebezpiecznie. Zombie czekały zapewne w starym magazynie z narzędziami do ogrodu. Władek popatrzył smutno jeszcze chwilę na zielony, mącony powiewami krajobraz. Odszedł  od okna, oparł się o ścianę obok włącznika na światło. Od dawna  nie działało, prąd został już dawno z tego domu zabrany. Nie rozmyślał teraz czemu. Poszedł na górę do Amandy. Jego mała księżniczka spała na różowym starym łóżku. Na podłodze walało się kilka niedawno używanych lalek, a dalej w rogu stał drewniany koń na biegunach pokryty pajęczynami. Od dawna tu nie był, lecz długo nie miał zamiaru tu zabawiać. Usiadł przy ścianie na korytarzu, gdzie stała strzelba. Wziął ją i położył na brzuchu. Ściemniało się, sam nie wiedział kiedy zasnął.

Coś kapnęło mu na czoło, zbudził się i zobaczył że dach nieco przecieka, na dworze nadal dmuchało, od tego padał deszcz. Na szarej ścianie wisiał obrazek, on Lilia i Amanda, szkoda że już nie ma ich w komplecie. Dreszcz przeszył jego twarz, spojrzał na okna na końcu korytarza i westchnął. Znowu zasnął.

Ktoś przeszedł mu po stopie. Mężczyzna obudził się i zamglonym wzrokiem zobaczył swoją księżniczkę idącą do toalety. Przystanęła na chwilę przy drzwiach patrząc się na plakietkę na nich po czym weszła do środka. Nawet nie zauważyła że go obudziła. Po promieniach słońca docierających na podłogę Władek stwierdził że już świta, deszczu nie było słychać. Wstał i ruszył do okna. Przeszedł dwa kroki gdy coś syknęło z pod podłogi. Właśnie się odwracał za siebie gdy coś niechlujnie go trąciło po plechach. W tej chwili krew zmroziła mu się w żyłach a oczy rozszerzyły. Smród i chrypiący głos kulejącego zombie który stał za nim przeraził go. Krótko się zastanawiał. Ruch strzelby w jego rękach i wystrzał. Głośny wystrzał. Umarlak poleciał 4 metry do tyłu i  wylądował w rogu korytarza. Nadal biadolił gardłowym tonem. Z dołu słychać było szuranie i kroki po schodach. Było ich tu kilka! Mężczyzna ruszył do łazienki, lecz drzwi już nie otwierały.

-Tato !

-Amanda! Musimy uciekać!  .. szybko !

Pobiegli do okna na końcu korytarza. Otworzyli je.

-Skaczemy na dwa.

Pod oknem z drugiej strony był kontener stojący dwa metry pod nimi.

-Raz ..

Pierwszy zombie – kobieta weszła już po schodach i rozgądałą się na boki.

-Dwa!

Skoczyli, dziewczynka pisnęła, lecz wylądowała na stopach i dłoniach tak jak jej tata. Coś było nie tak, na podwórzu stało kilka samochodów. W jednym byli ludzie i rozmawiali ze sobą. Zza rogu domu dał się słyszeć głos.

-Mike, rozwal te bydlaki !

Po chwili dało się słyszeć strzały z karabinu.

-Hej, Wy !

Mężczyzna z wozu pomachał do nich.

-Chodźcie tu, den dom zaraz zostanie oczyszczony, macie broń? Dobrze, tu będziecie bezpieczni.

Włodek i Amanda zeszli na trawnik i ruszyli słysząc coraz więcej strzałów ze środka domu. A Włodkowi kłębiły się szybko myśli w głowie ” przecież to gwardia nieulękłych dusz… ich działania były znane w nowej Ameryce, lecz nigdy nie spotkałem ich osobiście” .

Powiedział tylko do córki

-Jesteśmy bezpieczni Amy.

 


Narty

Zjedzcie wszystko ! – Krzyknął Michel do biesiadników. Jego żona Olivia przytuliła się do niego patrząc na tłum gości przy ławach który zasiadał właśnie z głodem w oczach do posiłku. Kurczaki, schabowe, szaszłyki i sałatki. Ci goście nie należeli do dostojnych jegomości, ale też nie był to tłum biedaków z ulicy. Byli to właściwie narciarze  i snowboarderzy, dzisiejsi znajomi Michaela wykończeni po długo-godzinnej jeździe na mrozie. Dzień był udany. Najpierw zjazd se stoku kasztanowego a potem przejażdżka wyciągiem  „kłosy” na stok trzech czaszek. Był to najdłuższy stok w tych górach, ale mimo swojej nazwy nie był aż tak niebezpieczny. Oliwia i Michael popatrzyli jeszcze trochę na dół gdzie nastąpiła wrzawa i stukot naczyń i po chwili odwrócili się poszli na balkon do którego prowadziły uchylone zasuwane drzwi. Widok był piękny. Zasypane wzgórza śniegiem. Krzaczaste świerki i sosny. Przez wiele z nich przebijała się zieleń igieł. Niebieskie niebo i ten spokój, ta atmosfera bezpieczeństwa, jakby tym górom ktoś nadał dobry czar. Niespotykany klimat. Gdzieś w oddali w którą teraz wpatrywała się para leciały ledwo dostrzegalne ptaki.

-Chodźmy do sypialni – powiedziała Olivia i spod barku i jej partner dostrzegł uśmiech. ten konkretny uśmiech, świadczący że spełnia się własnie jej marzenie. Michel uwielbiał ten uśmiech i potaknął głową. Ruszyli na górę.


Łotr 1 Star Wars

Category : pseudo-recenzje

Poszedłem parę dni temu do kina na łotra – zajebisty film.

Zaczyna się od przedstawienia odludnej planety, na której mieszka pewien stary człowiek z żoną i małą córeczką. Po chwili przybywa „zła strona” – przedstawiciele Nowego Porządku i wyjaśnia się dlaczego tu mieszka. Przedtem w popłochu każe dziewczynce się ukryć, co też robi. Zabijają jego żonę a on sam – no właśnie – nie wiadomo co się z nim dzieje, bo następuje kolejna scena. Dziewczyna – już dorosła, budzi się w pewnym galaktycznym więzieniu. W trackie przewozu więźniów odbijają ją obcy ludzie. Ta próbuje uciec – bez pardonu  atakuje też swoich wyzwolicieli, by chyba uciec jak najdalej. Niestety gdy już przywaliła i powaliła kilku mężczyzn i wychodzi z pojazdu dostaje nagle cios w brzuch od droida – jak się okazuje przeprogramowanego droida imperialnego, do którego będziemy mogli wysyłać ciepłe uczucia przez cały film, szkoda że na końcu ginie… nooo ale giną wszyscy :). Następne sceny przedstawiają losy dziewczyny, rebelianci składają jej propozycję doprowadzić ich do jej ojca, w zamian za wolność. Potem widzimy lot samolotem na inną planetę, poznanie kolejnych kompanów z których najbardziej podobał mi się mnich w stylu jedi „MOC JEST WE MNIE SILNA,  JA JESTEM SILNY MOCĄ” 🙂 . Kolejne akcje i atrakcje się dzieją do których nie będę przykładał już wagi bo nie chce mi się pisać. Zniszczone miasto za pomocą gwiazdy śmierci, przelot na planetę gdzie jest ojciec głównej bohaterki ( oczywiście ginie), lot na planetę z wielkim archiwum dzięki któremu można będzie można zdobyć informacje o słabym punkcie w gwieździe. Wielka bitwa, dużo zwrotów akcji, trzymanie w napięciu i zdziwienie na końcu że jednak bohaterka i jej kompan umierają przez kolejny strzał z gwiazdy. Już ma być po wszystkim i nagle  scena która baaaardzo mi się podobała – Dark Vader 🙂   oddechy w zaciemnionym miejscu korytarza w pewnym statku kosmicznym.  Zdziwienie żołnierzy. Odgłos ( charakterystyczny ) pojawiającego się miecza świetlnego ( czerwonego).  Czarna postura Vadera idącego do przodu. Przerażenie na twarzach żołnierzy, którzy zaczynają strzelać. Vader odbija pocisku machając mieczem, odpycha mocą jednego, zatrzymuje pocisk ( chyba), dusi prąc ciągle na przód. Ale nie udaje mu się dostać tego po co przyszedł. Ostania scena – stoi na krawędzi statku kosmicznego. A ja sobie myślę ” NOOO, TO JEST STAR WARS ” 🙂 .


czy to ?

Żyje tak w tym domu, jakby świat się zatrzymał choć krąży wciąż. Żyję w buszu, daleko od miasta, słychać tu ćwierkanie ptaszków i odgłosy przelatujących samolotów, bo bliżej tu do lotniska Lot niż do miasta. Od czasu do czasu dźwięk głośnika z górnego pokoju syna. Jak wyjdę nieco dalej na codzienny spacer i zajdę nieco dalej widzę symbole cywilizacji, znaki drogowe, asfaltowa droga, stary budynek szpitala z odpadającym tynkiem. A nieopodal w lesie nowe centrum zdrowia z kilkoma samochodami na parkingu. Ale zaraz jak to widzę wracam do domu. Tutaj jest przytulnie, sami swoi. Na dzisiejszym świecie widzi się pełno obcych obojętnych wobec ciebie ludzi. Nikt taki nie jest mi potrzebny. Mam swoją pięcioosobową rodzinę i jestem szczęśliwa.
Dziś jest sądny dzień, przychodzi poczta z wynikiem czy córka ma raka, córka od dawna źle się czuje. Teraz jest w szpitalu, ale nie w obdrapanym szpitalu, lecz w dużym dobrze prosperującym centrum medycznym w odległym mieście. W sumie powinno was zdziwić, czemu przychodzi list a nie telefon. Po prostu nie używamy telefonów – są według nas szkodliwe i ogłupiają ludzi. Wielu brało nas przez to za wariatów, lecz takie komentarze spływają po nas jak woda po kaczce.
Wyczekuję na balkonie listonosza, który często tu zagląda. Po godzinie 12 słychać odgłosy skutera. Z bijącym sercem odbieram od uśmiechniętego staruszka listy. Idę niezwłocznie do salonu i szarpiąc nieco ze stresu papier rozcinam kopertę. Na kartce pisze:
„ Mamo, musisz przyjechać, to może być nasze ostatnie spotkanie, mam nowotwór z przerzutami. Twoja Daria”
Oczy wypełniły mi się łzami i kuląc się przyłożyłam dłoń do ust. Nie wierzyłam do końca że to się dzieje. Musiałam powiedzieć Tomaszowi, lecz jakoś nie chciałam. Sama nie wiem czemu chciałam zachować tą wiadomość dla siebie. Co się ze mną dzieje? Do wieczora nikogo nie powiadomiłam o stanie Darii. Położyłam się do łóżka koło Tomasza. Jutro do niej pojadę – powiedziałam sobie w duchu i ze stresem zgasiłam światło lampki. Co ja robię?


Zgubna decyzja Maxa

Category : Bez kategorii

Kate szła po dachu budynku. W oczach miała łzy. Przewróciła się i otarła o wylot komina na środku dachu. Zawiał dosyć mocny wiatr, który by zabrał ze sobą małe dziecko. Chmury poruszały się szybko po błękitnym niebie. Kate z podniosła się. Silna wola kazała jej iść dalej. Przykurczona doszła do okien dachowych. Z jednego wystawała drabina. Spojrzała na to co znajduję się w pomieszczeniu pod nią. Na brązowych płytach podłogowych stało mnóstwo regałów z książkami, koło niektórych stały duże wazy. Jedynym człowiekiem który się tam znajdował był starszy pan wyglądający na konserwatora. Dziewczyna sunęła wzrokiem za nim aż jegomość wszedł w drzwi w rogu i zniknął. Kate dotknęła drabiny i postawiła stopę na szczeblu., Była stabilna. Zawiało mocnej, aż pył zza okien wleciał jej do oczu. Schodziła na dół. Stojąc już na ziemi oddychając lekko żeby nikt nie odkrył jej obecności, przesunęła się w miejsce gdzie wokół regałów był największy cień. Kucnęła czekając i obliczając czas. Otaczały ją opasłe stare książki w o grubych okładkach, kilka rzeźb, popiersi i waz. Ktoś wszedł.
-Na dzisiaj kończymy Elryk, zamykaj gabloty i weź klucze. Ja jeszcze muszę poczyścić korytarz po tych przeklętych dzieciakach.
Trzasnęło. Ktoś zamknął drzwi, została sama. Jedyne światło przedzierało się przez wielkie okna dachowe, ale że było dość jasno Kate wszystko widziała. Podkradnęła się do drzwi z logiem WC i znaczkiem dla kobiet. Weszła. Umyła ręce w zlewie. Nadszedł czas, górne piętro było już całe zamykane sądząc po odgłosach. Wyszła kierując się do drzwi w których zniknął staruszek. Z kieszeni dobyła spinkę i wsadziła do zamka. Przez kilka minut przytulając się do drzwi grzebała po cichu po czym zamek puścił. Wyszła ukradkiem na korytarz i przeszła pomiędzy słynnymi obrazami w ciemności w kierunku okna na końcu korytarza. Zza szyby było słychać dźwięk przejeżdzającego pociągu. Po lewej miała drzwi, co dziwne były uchylone. Mając nadzieję że konserwator właśnie się tam nie znajduje podeszła do futryny i poobserwowała trochę. Chyba nikogo nie było.
Ten pokój maił białe ściany, w dwóch rogach stały ładne lampy zaś naprzeciwko niej biurko z komputerem. To był jej cel. teraz tylko wykraść dane i po strawie, szkoda tylko że wujek przez to umrze. Trudno. Max miał rację, to ich jedyne wyjście.


Nietoperze

Bo woda wypłynęła z butli i zalała Kasi całe buty. Kasia przysiadała na krawędzi chodnika i dłonią przestawiła mokrą butlę. Jak na małą jedenastoletnią Kasię ta butla była ogromna. Nie tam dwulitrowa po coli lecz 10 litrowa po wiedzie. Kasia czekała na przyjaciółkę a butla należała do Pani Morgan z tego domu i na pewno ta pani nie będzie zadowolona gdy zobaczy że całe 5 litrów sie wylało na bruk. Ale pani nie przychodziła. Kasia wzięła patyk  i brodziła nim w wodzie która utworzyła kałużę. Po chwili przyszła Renia, koleżanka Kasi. Wzięła drugi leżący patyk i przytknęła nim do pleców  dziewczynki. Radość na twarzy tej była wielka jak chmara nietoperzy które przelatywały właśnie nad domem pani Morgan. Te dwie idąc radośnie przez ulicę zauważyły tylko jak chmara znikała za dachem. Nie wiedząc co to za zwierzęta szły dalej. Zaś po drugiej stronie domu pan Morgan rąbał drzewo. Niczym rój os nietoperze go obsiadły i wyszarpały flaki z środka ciała. Trysnęła krew z aorty.